Dziś pod lupę biorę temat do tej pory niespotykany na blogu – ODŻYWIANIE DZIECI.

Mimo, że zdecydowanie częściej zajmuję się odżywianiem osób dorosłych, sposób w jaki w dzisiejszych czasach są karmione nasze dzieci nie jest dla mnie bez znaczenia. Błędy, jakie popełniają rodzice czy dziadkowie kłują w oczy.

Oto kilka przykładów z życia wziętych.

Jadąc tramwajem widzę wsiadającego tatę z ok. 3 letnim synkiem. Tata wyciąga croissanta i podaje dziecku z tekstem: „Masz, wcinaj”. Dziecko je, powoli przeżuwa, męczy się, na to tato mówi: „oj coś Ci ten rogal nie idzie, wcinaj szybko, bo zaraz wysiadamy”…

Druga sytuacja: przychodzę do mojej cioci, która jest babcią. Patrzę, a 3- letni wnuczek właśnie je ze smakiem deserek typu „monte”. Ciocia na to: „Klauduniu to jest chyba zdrowe, przecież to mleko, wapń – Mały będzie mieć zdrowe kości!”. Pytam się, co było na śniadanie? Odp.: „kulki czekoladowe z mlekiem”… i powiedzcie mi, jak odżywiające się w ten sposób dzieci mają być zdrowe?

Uważam, że nie trzeba być dietetykiem, żeby wiedzieć, że tego typu produkty nie są zdrowe dla dorosłych, a co dopiero dla dzieci – młodych, rozwijających się organizmów. W tych produktach znajdziemy dużo cukru (słyszę starą PRL-owską propagandę „przecież cukier krzepi” – nie sądzę), syropu glukozowo – fruktozowego, glutenu, lektyn, kazeiny, tłuszczów trans (o zgrozo!) i wiele, wiele „witaminy E” z towarzyszącym jej ciągiem cyfr. Można powiedzieć, że napychamy nasze dzieci całą tablicą Mendelejewa (aż dziwne, ze jeszcze nie świecą).

Kolejny przykład: przychodzi mama z 4 – letnim dzieckiem do dietetyka. Dziecko jest pulchniutkie, wygląda jak mały Michellinek. Maluch ma problemy ze stawami, wątrobą, do tego dochodzą kłopoty z rówieśnikami – dziecko jest wyśmiewane z powodu swojej tuszy przez kolegów. Mama załamuje ręce i mówi: „on nie lubi warzyw, kasz, je tylko białe bułki, słodycze. Nie mam już na niego siły”. Wtedy zadaję sobie pytanie: „Dlaczego ten chłopiec nie lubi zdrowej żywności”. Odpowiedź brzmi – bo rodzice nie nauczyli go jeść zdrowych pokarmów. To my, kobiety, już w okresie ciąży wpływamy na określenie preferencji żywieniowych naszego (jeszcze nienarodzonego) dziecka. Po urodzeniu, wprowadzając nowe pokarmy uczymy je nowych smaków. Wybierając słodycze, produkty przetworzone i soczki powodujemy, że nasze dziecko będzie pożądało smaku słodkiego.

Podobnie, gdy decydujemy się na zmianę nawyków żywieniowych naszego dziecka, wprowadzamy mu zdrowe produkty, a sami najczęściej jemy „śmieciowe jedzenie” (fast foody, słodycze, napoje gazowane) lub kryjąc się wcinamy zakazane dla naszego dziecka produkty. W ten sposób na pewno mu nie pomożemy.  Dziecko w tej sytuacji nie zaakceptuje „dobrej zmiany”, będzie czuło się pokrzywdzone. Tylko wspólnym wysiłkiem można odnieść sukces.

Nie rozumiem również, dlaczego za wszelką cenę staramy się nadać wyrazisty smak napojom czy potrawom dla naszych dzieci. Dlaczego zamiast wody dajemy im soczki? Już słyszę: „przecież to samo zdrowie – świeżo wyciskany sok z pomarańczy”. W tej sytuacji zadajmy sobie pytanie: ile pomarańczy na raz jest w stanie zjeść dziecko? 1, maksymalnie 2? Natomiast wyciskając sok z pomarańczy używamy do tego 2-3 sztuk. Taki sok dziecko jest w stanie wypić za jednym razem. Czy to wyjdzie mu na zdrowie? Niekoniecznie. Sok ze świeżych owoców posiada wiele witamin, minerałów, ale przede wszystkim dużo cukrów prostych (ok. 4 – 5 łyżeczek), które po spożyciu napoju podwyższają poziom glukozy we krwi u naszego dziecka. Po niedługim czasie maluszek będzie głodny, bądź sięgnie po kolejną porcję soku… i tak cały dzień. Nie mówię już o bakteriach rozwijających się dzięki spożywanym cukrom w jelitach czy jamie ustnej (czyt. próchnica). Różnica między owocem a sokiem jest taka, że owoc w swoim składzie poza węglowodanami prostymi posiada również błonnik, który zmniejsza nagły wyrzut glukozy we krwi i daje uczucie sytości. Natomiast,pozbawiony w dużej mierze błonnika, sok możemy pić i pić… a nasza glukoza we krwi jak sinusoida wzrasta i nagle spada, powodując ataki głodu, nadwagę, a w przyszłości insulinooporność i cukrzycę.

Większość rodziców teraz zada pytanie: no dobrze, ale w takim razie czym karmić dzieci? Co robić?

Poniżej przedstawiam kilka prostych porad:

  1. Dla dzieci jedynym napojem powinna być woda, nie soczki, napoje gazowane, mleko, mleka smakowe itp.
  2. Zamiast soczków owocowych – daj dziecku cały owoc.
  3. Na śniadanie, zamiast kulek smakowych, płatków, deserków, podaj jajka wiejskie z warzywami, zupę krem z żółtkiem jaj/ mięsem, mogą być nawet parówki (ALE…tylko ze sprawdzonym, prostym składem).
  4. Zamiast mleka krowiego podawaj kozie, owcze lub mleko roślinne np. niedosładzane mleko kokosowe.
  5. Nie ograniczaj w diecie dziecka tłuszczów. Tłuszcz, cholesterol są potrzebne dzieciom do prawidłowego rozwoju układu nerwowego, hormonalnego, budowy błon śluzowych.
  6. Z tłuszczów należy dzieciom podawać masło (od krowy pasącej się na łące), masło ghee (nie te klarowane ze sklepu), smalec, olej kokosowy nierafinowany,
  7. Jeśli chodzi o węglowodany wykorzystuj w potrawach odżywcze kasze typu gryka, komosa ryżowa, amarantus, wybieraj bataty (słodkie ziemniaki), maniok.
  8. Zamiast słodyczy podawaj dzieciom zdrowe desery (mus czekoladowy z awokado i orzechami, placuszki bananowe z owocami, puddingi z komosy, chia z owocami, nutellę domowej roboty z daktyli),
  9. Podawaj dzieciom podroby (wątróbkę), ekologiczne czerwone mięso (świetne źródło żelaza), drób (tylko wiejski), ryby (morskie, dziko żyjące – strzeż się ryb hodowlanych i uwaga na łososia – może być barwiony!).

Ile posiłków powinno spożywać dziecko?

Jeśli dziecko będzie jeść wysoko odżywcze produkty (jak wyżej) to wystarczą 3 – 4 posiłki dziennie. Nie wpychajmy jedzenia dzieciom. Nasze maluchy powinny mieć wybór: są głodne – jedzą, nie są głodne – nie jedzą. Przecież, jak każdy, jednego dnia dziecko może mieć dużą aktywność fizyczną (gra zespołowa, wielogodzinna zabawa z rówieśnikami, basen, wycieczka rowerowa) i wtedy zje więcej, natomiast drugiego dnia, kiedy nie będzie się przemęczało – zje mniej.

Gdybyśmy słuchali sygnałów swojego organizmu (tak jak dzieci, zanim rozregulujemy ich poczucie głodu i sytości) każdy dorosły byłby zdecydowanie zdrowszy.

Pamiętajmy, pulchne dziecko to w przyszłości (najczęściej) chory dorosły.